
Dziś wstałem o 5:30. Nie dlatego, że się wyspałem, od kilku tygodni stan ten przydarzył mi się chyba tylko jeden czy dwa razy. Precel coś tam kwękał z powodu bólu brzucha, a ja mam tak, że jak płacze to spać mogę, ale jak wydaje przedziwne odgłosy brzmiące jak udźwiękowienie
Dead Space to oka nie zmrużę.
Tak więc wziąłem malca, przerzuciłem przez ramię i zacząłem przeglądać internet - zobaczyłem co w RSSach, jedną ręką napisałem kilka wieści do konsolowego, odebrałem pocztę, odpisałem na zaległe maile, dokończyłem jednego bloga. Kto mógłby przypuszczać, że ten poranek będzie jednym z lepszych, jakie miałem w życiu. Czemu?
Bo godziny między 9 a 11 spędziłem półleżąc na kanapie w salonie czytając świąteczne wydania Wprost i Polityki, a na moim brzuchu spokojnie spał Precel.
Zaprawdę - proste rzeczy cieszą najbardziej.
Na zdjęciu - Preclowy Znak Jakości.
Waszym zdaniem...