Dawno nie było nic serialowo, a na tym polu trochę się dzieje. Tak więc postaram się troszkę zaktualizować bloga w tym temacie.
Poza standardowymi tytułami, które oglądamy z Dziwożona wspólnie (House, Grey's Anatomy, Big Bang Theory, Usta Usta) i moim prywatnymi bzikami (The Good Wife, Supernatural, Castle, a ostatnio Fringe) od czasu do czasu nurkujemy po coś nowego, znaczy kiedy tylko mamy na to chwilkę czasu, a Precel już śpi. W takim wypadku strzelamy na ślepo (ostatnio całkiem niezły Glee, wcześniej Sons of Anarchy) albo zdajemy się na polecanki przyjaciół. Tym razem w roli dobrej serialowej wróżki wystąpił wujek Rege.
Na początku coś tam przebąkiwał o nowym serialu o Sherlocku Holmesie robionym przez BBC. Stwierdziłem, że to w sumie nic nowego, ta telewizyjna instytucja atakuje nas różnymi wcieleniami największego detektywa świata od kiedy istnieje. Niemniej kiedy przybysz z Manchesteru nas nawiedził i mieliśmy wolny wieczór to zapodaliśmy sobie pierwszy odcinek...
I tutaj pojawia się problem, bo w sumie to nie serial, a mini-serial. Upierdliwi w sumie powiedzieliby, że to przecież trzy filmy fabularne (bo długość każdego to półtorej godziny) przeznaczone dla telewizji. Może mają rację, ale oznaczenia "s01e01" powodują, że wrzucam przygody morfinisty do serialowej kategorii.
Całość ma "aż" trzy odcinki (BBC zamierza wyprodukować ich więcej), a głównym urokiem tej odsłony przygód Sherlocka i doktora Watsona jest to, że je uwspółcześniono. Wszystko dzieje się w XXI wiecznym Londynie, a więc zmieniają się też metody i akcesoria działania tak nieudanego skrzypka jak i jego przeciwników. Całość jest raczej inspirowana twórczością Artura Conan Doyle'a niż jej przeniesieniem na ekran (choćby telewizyjny) 1:1.
Co w tej produkcji jest dobre:
1. Sprawy. Naprawdę fajnie pomyślane, choć trzeba czasem po prostu przyjąć, że Holmes to Holmes i to, w jaki sposób coś zauważył czy wydedukował przechodzi ludzkie pojęcie. Należy wyłączyć zwątpienie i dać się porwać całości.
2. Muzyka. Oczywiście można zarzucić jej, że jest niezłym rip-offem tworów Zimmera do filmu o londyńskim detektywie, ale co tam. Broni się sama, nawet jeśli niekiedy można pomyśleć, że ktoś tu się mocno inspirował.
3. Aktorstwo. Świetnie dobrani aktorzy do obu ról głównych naprawdę dają radę. Zwłaszcza Sherlock, który jest po prostu nieludzki i odrobinę przez to przerażający. Plus ma zajefajny płaszcz. Całości dopełniają role drugoplanowe, jak Lestrade czy Mycroft Holmes.
4. Londyn. No ale to Londyn, nie każdy lubi.
Tak więc - szczerze polecam. Naprawdę warto, choćby zamiast oglądać kolejną powtórkę Na zabójczej ziemi czy kolejne 2 odcinki starych sezonów House'a można na chwilę poprzyglądać się nowoczesnej wersji Sherlocka.
Dział w którym obecnie przebywasz jest działem nieaktywnym - nie ukazują się w nim regularne aktualizacje, bieżące wieści, nie ma również stałej redakcji. Znajdziesz w nim jednak wiele użytecznych materiałów powstałych wcześniej - przed przeniesieniem działu do archiwum. Możliwe także, że od czasu do czasu pojawi się tu nowa zawartość.